Jeszcze raz o terminach składania ofert i innych patologiach

Dziś będzie nietypowo, bo o pewnym bardzo konkretnym przypadku, który stanowi doskonałą ilustrację tekstu sprzed trzech tygodni, a także i paru innych patologii. Konkretnym przypadku, który na potrzeby niniejszego tekstu postaram się jakoś go „zanonimizować” :) Rzeczone ogłoszenie znalazłem w codziennym raporcie o ogłoszonych publicznie postępowaniach na temat, który mógłby zainteresować mojego pracodawcę jako wykonawcę, który dostałem we wtorek po południu. Przedmiot zamówienia – organizacja konferencji naukowej. Zamawiającym był podmiot niezobowiązany do stosowania ustawy, ale dysponujący pieniędzmi publicznymi – środki (krajowe, a nie unijne) przyznała na dofinansowanie jedna z centralnych instytucji. A instytucja ta ma zwyczaj w umowach o tego typu dotacje wpisywać, że pieniążki należy wydawać wybierając wykonawców z zachowaniem zasad uczciwej konkurencji, równego traktowania i przejrzystości. I trudno domniemywać, aby w tym przypadku miało być inaczej.

Już sam temat postępowania zwrócił uwagę. To coś jakby instytucja odpowiadająca za obronność kraju przyznała kasę organizacji promującej wegetarianizm na organizację konferencji na temat „Taktyka wojenna wegetarian” (wszystko w imię anominizacji – ani to wegetarianie, ani obronność, ale związek faktycznych tematów można uznać za tylko ciut mniej egzotyczny). Sam temat zaintrygował, bo tego samego dnia w prasie rzucił mi się w oczy nagłówek, że braknie pieniędzy na emerytury i trzeba będzie je przykrawać. A tu taka niespodzianka. Czyli jednak pieniążków jest w bród, skoro z rządowych środków finansujemy takie cuda :) Ale w gruncie rzeczy nie chodzi mi tu o sam temat – zresztą, może moja ocena egzotyki jest ciut przesadzona – ale o samo postępowanie.
Czytaj dalej

O terminie złożenia zobowiązania podmiotu trzeciego

Trzy lata temu, krótko po wprowadzeniu „etapowego” składania dokumentów przez wykonawców, napisałem w „szponach” tekst dotyczący tego, na którym etapie postępowania należy od wykonawców wymagać złożenia zobowiązania podmiotu trzeciego. Powodem była interpretacja dokonana przez UZP w pytaniach i odpowiedziach dotyczących nowelizacji ustawy. Z którą się nie zgodziłem.

Tamten wpis obrósł w sporą ilość komentarzy. Padło m.in. pytanie o to, czy gdy kontrola stwierdzi naruszenie przepisów polegające na żądaniu zobowiązania za późno, to czy grozi korekta finansowa. Jeden z czytelników podał także cytat z wyników kontroli uprzedniej (sygn. akt KU/14/17/DKZP), w której stwierdzono, że żądając zobowiązania na dalszym etapie, zamawiający łamie ustawę. W ostatnim, udostępnionym parę dni temu numerze „Informatora UZP” pojawił się cytat z kolejnych wyników kontroli (tym razem bez sygnatury, s. 25 Informatora UZP nr 3/2019), w gruncie rzeczy dosłownie powtarzających argumenty z podlinkowanych wyżej wyników kontroli z 2017. Ponieważ w wynikach tych jest coś więcej niż we wspomnianej na wstępie odpowiedzi UZP, stanowiącej podstawę wcześniejszego tekstu – w szczególności jest wskazanie przepisu, który zamawiający narusza – dziś krótko na ten temat.
Czytaj dalej

O omyłkach rachunkowych i ryczałcie

Kilka lat temu pisałem w „szponach” o zjawisku nadużywania ryczałtu w zamówieniach publicznych. Oczywiście, jednym tekstem świata nie odmienię, ryczałtu wciąż wokół jest pełno, warto więc zastanowić się nad niektórymi praktycznymi aspektami udzielania zamówień publicznych z zastosowaniem takiego mechanizmu rozliczania. Zdarzyło mi się już pisać o zamówieniach dodatkowych, dziś będzie o poprawianiu omyłek rachunkowych (zarówno tych oczywistych, jak i niekiedy – tych, które mają charakter „wrocławskich”, a także na cenę wpływają).

Utarło się, że jeśli zamawiający zamierza płacić ryczałtem, a i tak wymaga złożenia jakiejś kalkulacji czy kosztorysu ofertowego w ofercie, to dokument taki nie ma w postępowaniu znaczenia. Jednak czasami prowadzi to zbyt dużego uproszczenia. Jednak zdarza się, że błędy w takich kalkulacjach są poprawiane przez zamawiającego, choć w szczególnych okolicznościach. Świadczyć mogą o tym dwa przypadki z orzecznictwa KIO.
Czytaj dalej

O terminie składania ofert

Dziś temat, który częściowo szczęśliwie ma szansę zdezaktualizować się w dającym się przewidzieć czasie. No, przynajmniej częściowo. A chodzi o wyznaczanie terminu składania ofert. Inspiracją był post desmonda z forum actuariusowego, choć wątek zmieniania warunków przetargu tuż przed terminem złożenia ofert już się i w „szponach” pojawił, a i godzina na swoją kolej czekała.

Konieczność składania papierowych ofert (nie tylko w postępowaniach ustawowych, wciąż wielu zamawiaczy kultywuje taki zwyczaj w postępowaniach, w których żaden przepis nie zobowiązuje ich do takich wymogów) to praktyczny problem dla wykonawcy chcącego uczestniczyć w przetargu. Nie dość, że trzeba drukować i podpisywać (czyli w jednym miejscu skojarzyć wydrukowany papier i człowieka, który jest umocowany do jego podpisania), to na dodatek trzeba to jeszcze fizycznie dostarczyć zamawiającemu. A gdy nie da się czegoś przesłać przez Internet, tylko musi pojawić się u adresata materialnie, to czas takiego dostarczania oczywiście znakomicie się wydłuża, a na dodatek zaczyna się różnić.
Czytaj dalej

O faktycznych potrzebach zamawiającego

Niedawno pisałem dla „Buduj z Głową” tekst o trudnym rozgraniczeniu pomiędzy obiektywnie uzasadnioną potrzebą zamawiającego i utrudnianiem uczciwej konkurencji. Chodziło o opis przedmiotu zamówienia, choć przecież tego typu problemy mamy także i w innych elementach zamówieniowego postępowania, np. warunkach udziału. W tym tygodniu trafił mi przed oczy wyrok KIO z 6 kwietnia ubiegłego roku, sygn. akt 547/18, który znakomicie wpasował się w wątek problemów ze sporządzaniem opisu przedmiotu zamówienia. Nie było jednak tak, że wykonawca oprotestowywał zbyt wysokie wymagania zamawiającego – o nie, tym razem to zamawiający po ocenie ofert chciał się pewne warunki zbagatelizować i zlekceważyć.

Sprawa była poniekąd kuriozalna. Przedmiotem zamówienia było wyposażenie specjalistycznej pracowni w sprzęt. Kilkadziesiąt pozycji asortymentowych, niektórych po kilka sztuk, a między tym wszystkim jedna drukarka laserowa. Miała spełniać różne wymagania, w tym mieć podajnik na 250 kartek. Zamawiający ocenił oferty, wybrał najkorzystniejszą, a konkurent się od tego wyboru odwołał, zarzucając odbieganie sprzętu oferowanego w zwycięskiej ofercie od wymagań zamawiającego w zakresie trzech pozycji asortymentowych. W tym drukarki, która miała podajnik na 150 kartek. KIO oczywiście odwołanie uwzględniła i nakazała ofertę odrzucić (uwzględniła także zarzut dotyczący innej pozycji asortymentowej, ale ponieważ o mostkach cyfrowych nie wiem absolutnie nic, to i trudno posłużyć mi się nimi jako przykładem).
Czytaj dalej

O zmianie formy wadium i zabezpieczenia

Dzisiejszy tekst jest inspirowany ostatnimi komentarzami do innego z tekstów na blogu. Opisano w nich zamawiającego, który nie wyraził zgody wykonawcy na zmianę formy zabezpieczenia należytego wykonania umowy w okresie rękojmi. Dlaczego? Otóż dlatego, że zgodnie z art. 149 ust. 1 Pzp zmiany formy zabezpieczenia można dokonać w trakcie realizacji umowy. W trakcie realizacji, a zatem nie później. Czy tak jest faktycznie?

Cóż, niewątpliwie we wspomnianym przepisie znajdziemy sformułowanie „w trakcie realizacji umowy”. Czy jednak w okresie rękojmi albo gwarancji umowy nie realizujemy? Przecież zarówno jedna, jak i druga jest nierozerwalnie związana z przedmiotem umowy i wykonania tegoż przedmiotu jest naturalną konsekwencją (zwykle zresztą jest w umowie wymieniona). Co więcej, jaki jest sens zabezpieczenia? Wszak jest ono nie zabezpieczeniem po prostu, ale zabezpieczeniem należytego wykonania umowy. Zgodnie z art. 147 ust. 2 Pzp służy pokryciu roszczeń wynikających z niewykonania lub nienależytego wykonania umowy. Jeśli zamawiający chce skorzystać z zabezpieczenia w związku z problemami z wykonywaniem obowiązków wynikających z rękojmi – korzysta z niego na podstawie tegoż właśnie art. 147 ust. 2 Pzp, a zatem w związku z nienależytym wykonaniem umowy. Czegóż chcieć więcej?
Czytaj dalej

O skanie podpisanego dokumentu

Gdy zaczynałem swoją znajomość z zamówieniami, o komunikacji elektronicznej nikt jeszcze w zasadzie nie śnił. Owszem, ludzie w pracy komputery mieli, ale nie wszyscy, a żeby wiadomość e-mail mogła być traktowana poważnie – co to, to nie. Każdy dokument musiał być złożony w papierku, z podpisem, a jeśli kopia to tylko potwierdzona za zgodność z oryginałem przez notariusza. Ileż to ofert zostało odrzuconych tylko dlatego, że wykonawca pomyślał sobie, że podpis radcy prawnego pod takim poświadczeniem wystarczy…

Z czasem to się zmieniało. Pierwszą sferą, w której e-mail znalazł jakieś szersze uznanie, były chyba prośby o wyjaśnienie treści siwz. Później szło powoli to do przodu i dziś doszliśmy do czasu, gdy teoretycznie postępowanie mogłoby się obejść bez papieru. Jedna jednak rzecz pozostała niezmieniona – podpis wykonawcy, podpis jest święty. Jeśli papier, to zamawiający badają, czy na pewno podpis oryginalny (czasami łącznie z macaniem odwrotu kartki). Zastanawiają się, czy parafka wystarczy. Jeśli dokument elektroniczny – ustawodawca stwierdził, że trzeba wymagać, aby oferta była podpisana podpisem kwalifikowanym, a także aby wszelkie dokumenty w formie kopii takim podpisem były potwierdzone. Nieliczne są sfery, w których świętość podpisów została już pogrzebana – prośby o wyjaśnienie treści siwz, dokumenty zamawiającego, niewiele poza tym.
Czytaj dalej

O (nie)ważnym podpisie elektronicznym

Trafił do mnie niedawno problem, z którym pewnie spotyka się wielu zamawiających – chodziło o elektroniczną kopię pełnomocnictwa, poświadczoną za zgodność z oryginałem oczywiście elektronicznie przez notariusza. Kłopot był w tym, że w chwili składania podpisu przez notariusza certyfikat był ważny, ale w chwili sprawdzania podpisu przez zamawiającego już nie. A na dodatek w sieci można znaleźć zajawkę artykułu, w którym padło stwierdzenie: „Certyfikat musi być zatem ważny i w momencie składania, i w chwili weryfikacji bezpiecznego podpisu elektronicznego, którym został opatrzony dokument elektroniczny.”

Hmm, do artykułu odnosić się nie powinienem, bo ani nie jestem specjalistą z pogranicza IT i prawa (z drugiej strony, zamówienia powoli stają się taką dziedziną), ani nie mam dostępu do całej treści tego artykułu. Jednak warto zwrócić uwagę, że tekst pochodzi sprzed ponad 10 lat, gdy mieliśmy jeszcze ustawą o podpisie elektronicznym, uchyloną przed 3 laty. Teraz mamy ustawę o usługach zaufania i identyfikacji elektronicznej, której art. 18 ust. 1 stanowi po prostu: „Podpis elektroniczny lub pieczęć elektroniczna weryfikowane za pomocą certyfikatu wywołują skutki prawne, jeżeli zostały złożone w okresie ważności tego certyfikatu.” I tyle, ani słowa o ustaniu tych skutków prawnych. Inna sprawa, że we wspomnianej wcześniejszej ustawie o podpisie elektronicznym mieliśmy bardzo podobny co do treści zapis (art. 5 ust. 1), więc cytowanemu zdaniu trochę się dziwię.
Czytaj dalej

O oświadczeniu o braku przynależności do grupy kapitałowej złożonym wraz z ofertą

Lektura wspomnianego tydzień temu 29. numeru „Zeszytów Orzeczniczych” trwa i przynosi kolejne inspiracje do „szponów”. Tym razem jest nią wyrok z 20 marca 2018 r., sygn. akt KIO 408/18. Szczerze mówiąc bardzo mnie on rozdziera. Mianowicie z jednej strony przepis, który stanowił jego podstawę, razi mnie ogromnie i cieszy mnie każde działanie umożliwiające jego omijanie. Z drugiej strony, mam wrażenie, że omijanie poszło za daleko. A chodzi o nieszczęsne oświadczenia o przynależności lub braku przynależności do grupy kapitałowej z innymi wykonawcami, którzy złożyli odrębne oferty w tym samym postępowaniu.

W sprawie będącej przedmiotem orzekania jeden z wykonawców złożył takie oświadczenie razem z ofertą. Zamawiający to przyjął, konkurent się odwołał, a KIO odwołanie oddaliło. Odwołujący twierdził, że przecież składając ofertę wykonawca nie wie, kto jeszcze wystartuje w postępowaniu, a zatem oświadczenie nie jest oparte na żadnych podstawach. Natomiast KIO uznało, że złożenie oświadczenia z ofertą jest wystarczające, gdy wykonawca nie należy do grupy kapitałowej oraz gdy „co prawda przynależy do grupy kapitałowej, lecz żaden z jej pozostałych członków nie złożył w postępowaniu ofert”.
Czytaj dalej

O informacji z tylko jednego banku

Tak się złożyło, że w ciągu ostatnich paru dni w dwóch różnych miejscach trafiłem na ten sam wyrok KIO, dotyczący oceny zdolności finansowych wykonawcy za pomocą informacji bankowej. Najpierw w artykule Władysława Iwańca w lipcowym numerze „Doradcy”, a potem w 29 numerze „Zeszytów Orzeczniczych” (które przeglądałem z niejakim opóźnieniem). Chodzi o wyrok z 16 stycznia 2018 r. w sprawie KIO 2/2018. Wyrok, który niezmiernie mi się podoba, bo potwierdza realizację w praktyce rozwiązania, o którym pisałem w „szponach” w 2014 roku, a nawet w 2010, a także niedawno na łamach „Zamawiającego” („Skuteczność informacji banku, jako narzędzia oceny zdolności wykonawcy do realizacji zamówienia”, marzec-kwiecień 2019). Rozwiązania, które stanowi kolejne odejście od zasady bezrefleksyjnego sumowania wszystkiego co się da przy sprawdzaniu warunków w postępowaniu. Niestety, jest z tym jeden drobny problem. Ale po kolei.

Zamawiający organizując postępowanie sektorowe postawił warunek dysponowania przez wykonawców zdolnością kredytową (bardzo konkretną, bo mowa była już o konkretnych promesach itp.) na poziomie 100 mln zł. I zastrzegł, że wykonawca ma wykazać spełnienie tego warunku za pomocą informacji banku – ale dla jednego podmiotu informacja mogła pochodzić tylko z jednego banku. Odwołujący podważył wysokość sumy podanej w warunku (co nas w tym akurat momencie nie interesuje), konkretność wymaganej opinii (ponieważ nie jest znana treść kontraktu, trudno wymagać konkretnej promesy) i wreszcie wymóg udowodnienia posiadania takiej zdolności za pomocą jednego dokumentu z jednego banku dla jednego wykonawcy.
Czytaj dalej