A miało być tak pięknie…

Uchwalenie nowej ustawy regulującej procedurę udzielania koncesji na roboty budowlane, już ponad rok temu, miało rozwiązać wszelkie bolączki zamawiaczy związane z reżimami, jakie wcześniej nakładało na nich Prawo zamówień publicznych. W szczególności problem ze stosowaniem negocjacji z ogłoszeniem, które, w dużym skrócie, nie były dość „elastyczne”, czy problem ze stosowaniem dialogu konkurencyjnego, który z kolei był bardziej elastyczny, ale w praktyce niedopuszczalny (choć zdarzały się opinie odmienne odnośnie tej niedopuszczalności, to były tak naciągane, że zęby bolały).

I pojawiła się nowa ustawa, piękna, elastyczna :) Tryb postępowania został oderwany od trybów zamówieniowych, pozwolił na więcej elastyczności, wreszcie usunął pewne wymogi biurokratyczne, które w postępowaniach w oparciu o Pzp odrobinę uwierały. Jednym z takich wymogów był obowiązek żądania od wykonawców dokumentów na potwierdzenie warunków udziału w postępowaniu już na etapie złożenia wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu. W koncesji według obowiązującej obecnie ustawy wykonawca składa zaś z wnioskiem tylko oświadczenie o spełnianiu warunków, zaś same dokumenty musi złożyć dopiero ten wykonawca, którego oferta będzie uznana za najkorzystniejszą.

I na pierwszy rzut oka wszystko piękne. Faktycznie mniej biurokracji, mniej papierów, krótsze postępowanie (bo wykonawcy nie potrzebują zdobywać tych wszystkich papierów przed złożeniem wniosku). Tak przynajmniej napisali w uzasadnieniu projektu. I wszystko byłoby ładnie, gdyby nie małe „ale”.

Tym „ale” jest mianowicie takie zagadnienie: na jaki moment dokumenty składane przez wybranego wykonawcę mają potwierdzać spełnianie warunków – czy na moment ich składania (czyli na koniec postępowania), czy na moment złożenia stosownego oświadczenia o spełnianiu warunków i wniosku o zawarcie umowy koncesji (wbrew swojej nazwie będącym wnioskiem o dopuszczenie do udziału w postępowaniu)? Ustawa o koncesji odpowiedzi wprost na takie pytanie nie zawiera. Zawiera tylko odesłanie do ogólnych zasad „zapewnienia równego i niedyskryminacyjnego traktowania zainteresowanych podmiotów, działania w sposób przejrzysty oraz z zachowaniem zasad uczciwej konkurencji”. I o tym, że nie ma jednolitego stanowiska w tej sprawie dowodzą choćby publikowane przez różnych zamawiających ogłoszenia o koncesji, gdzie chyba częściej pojawia się obowiązek złożenia dokumentów potwierdzających spełnianie warunków na moment składania wniosku. Ci, którzy żądają właśnie dokumentów „wstecz”, kierują się zapewne tym (bo trudno mi deklarować się jednoznacznie za wszystkich), że skoro oświadczenie o spełnianiu warunków jest składane w pewnym historycznym momencie, to i dokumenty – skoro mają potwierdzać spełnienie warunków to powinny robić to na ten właśnie moment – inaczej nie byłoby pewności, że w momencie składania oświadczenia warunki były spełnianie.

Co to oznacza? Oznacza to mianowicie to, że wykonawcy przed terminem złożenia wniosków muszą zebrać wszelkie dokumenty, jakich będzie od nich żądał zamawiający (znaczy, koncesjodawca, wybaczcie niestosowanie terminologii z ustawy o koncesji, ale używanie tam czterech różnych pojęć na jednego wykonawcę to drobna przesada ;)). Co za tym idzie:
1. potrzebują na to dokładnie tyle samo czasu, ile potrzebowaliby w przypadku, gdyby te dokumenty musieli złożyć razem z wnioskiem. Nie ma zatem oszczędności czasu.
2. muszą to zrobić wszyscy, nie tylko ten, co złoży najkorzystniejszą ofertę (tyle, że w pozostałych przypadkach, będą mogli to wyrzucić do kosza). Nie ma zatem odformalizowania.
3. skoro muszą to zrobić i tak przed złożeniem wniosku, poświęcić swój czas i pieniądze, to złożenie dokumentów na późniejszym etapie jest dla nich bardziej ryzykowne: składając przy wniosku o dopuszczenie do udziału w przypadku niepotwierdzania spełniania warunków zostaliby wykluczeni od razu. Czekając z dokumentami na koniec ponoszą koszty postępowania (udziału w negocjacjach, przygotowania oferty, co wbrew pozorom tanie nie jest), a na koniec ryzykują jeszcze utratę wadium.

Co najśmieszniejsze, w przypadku dokumentów o niezaleganiu z podatkami czy niekaralności działające na co dzień w przetargowym obrocie profesjonalne podmioty, występują o nie na bieżąco, nie powinno być zatem problemu, niezależnie od terminu. W przypadku dokumentów na potwierdzenie warunków „technicznych”, w dużej mierze stanowią one wykazy własne wykonawcy oraz dokumenty typu referencje czy uprawnienia (z którymi także problemu nie ma). Problem powstaje natomiast przede wszystkim przy ewentualnej opinii bankowej – i szczerze mówiąc, dla samego zamawiającego byłoby bardziej korzystnie, gdyby nie dostawał ogólnikowych formułek wystawionych przed terminem składania wniosku („widzi możliwość przyznania kredytu”, „pod warunkiem ustanowienia odpowiednich zabezpieczeń” itp.), a konkretną obietnicę kredytowania wystawioną po wyborze najkorzystniejszej oferty.

I tak to nam upraszczają przepisy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.